Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mały człowiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mały człowiek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 września 2014

Roczkowe prezenty

Choć po długiej przerwie, to wciąż w temacie roczku. Kilka słów o prezentach. Ze wszystkich Zosia jest bardzo zadowolona, choć królują wciąż baloniki z imprezy urodzinowej. Minął od niej ponad miesiąc, a te cały czas dobrze się mają! ;)

1. Romer King Plus
źródło

Na pierwszy ogień prezent praktyczny, czyli fotelik. Dotąd Mały Człowiek podróżował w nosidełku, jednak ostatnio było to już mało komfortowe i wyjazdy po chwili kończyły się płaczem i marudzeniem. Nowy fotelik moja Pszczółka dostała w prezencie od Dziadków. Wiadomo - to nie jest prezent, który można kupić bez konsultacji z rodzicami dziecka. Ja sama wybierałam zarówno model, jak i kolor.

2. Rowerek 3w1 Baby Trike
źródło
 Ma szelki, oparcie i podnóżki, które idealnie sprawdzają się przy małym dziecku. Jest też opcja demontażu tych elementów, gdy maluch podrośnie i będzie miał ochotę na samodzielną jazdę. Mały Człowiek uwielbia swoją nową brykę. Sama chętnie zakłada sobie szelki i piszczy radośnie na każdym zakręcie. Jazda rowerkiem to zupełnie inna sprawa niż podróż w wózku. Znacznie ciekawsza perspektywa. ;)

3. Chodzik Gawędziarz V-tech
źródło
To prezent od rodziców. Mamy wersję angielską, ale przecież nigdy nie jest za wcześnie na naukę języka. ;) To jest prawdziwy hit! Mały Człowiek potrafi przy nim biegać niemal cały dzień z przerwami na zabawę panelem muzycznym. Świetna rzecz. Jest stabilny i doskonale zachęca dziecko do nauki chodzenia.

4. Smiki, Aktywna kostka drewniana z kolejką
źródło
Drewniana zabawka edukacyjna wydawała mi się początkowo zbyt "dorosła" dla Bąbla. Nic bardziej mylnego. Może jeszcze nie potrafi ustawić godziny na zegarku, ani ułożyć obrazka z układanki, ale ta zabawka i tak jest dla niej bardzo interesująca. Najczęściej bawi się górną częścią. Bawi się koralikami, zdejmuje tę przykrywkę, wkłada do środka kostki Tulisia i znów zamyka. Potem szuka przytulanki i ma z tego radochę. Fajna sprawa i sądzę, że jak Mały Człowiek trochę podrośnie, to zacznie korzystać z zabawki w bardziej 'dorosły' sposób.

Poza wyżej wymienionymi, Bąbel dostał też inne prezenty. Wybrałam tu te, które mogę szczególnie polecić każdemu, kto szuka pomysłu na prezent dla roczniaka.

Jakie są Wasze prezentowe hity?


wtorek, 26 sierpnia 2014

Roczek

Mały Człowiek ma niemal rok. Dwunasty miesiąc skończy jutro rano, jednak z pewnych przyczyn imprezę zorganizowaliśmy kilka dni wcześniej. Za dużo pisać nie będę. Powiem jedynie, że motywem przewodnim były pszczółki. Było bardzo sympatycznie, choć dla mnie cały dzień minął, jak jedna chwila. Od organizacyjnej klapy uchroniła mnie w dużej mierze pomoc siostry, za co jestem jej z całego serca wdzięczna. Tyle gadania wystarczy. Zapraszam na krótką fotorelację.








wtorek, 19 sierpnia 2014

Jaglana

Pisałam kiedyś, iż mamy mało urozmaicone śniadania i kolacje. Stwierdzam, że to się nie zmieniło, jednak to, co jest "na topie" już nie jest tym samym, co królowało kiedyś. Teraz, kiedyś odrzucana jajecznica jest ulubionym daniem, a parówki lądują na podłodze już po pierwszym kęsie. Kanapki też niezbyt przekonują. Czasem Mały Człowiek daje się przekonać do kaszy manny i niegdyś odrzuconej kaszki dla alergików SINLAC. Ostatnio Matka postanowiła przekonać Bąbla do kaszy jaglanej. Pierwszego podejścia to chyba lepiej nie komentować ;) choć rodzice zjedli. Wczoraj było podejście drugie. Już nie mieszałam w czasie gotowania i nie zalałam wodą ponad miarę. Po dołożeniu owoców wyglądało (i wg mnie smakowało) całkiem nieźle.

Przed:

Co myśli o tym sama zainteresowana? No cóż. Jedzenie lądowało wszędzie, poza brzuszkiem. Przemycić udało się pewnie tylko kilka łyżek. Będziemy próbować też na inne sposoby i z innymi dodatkami. Odpuścić nie zamierzam ;)

Po:

sobota, 19 lipca 2014

Migawki z życia (1)

Obiecałam, że nadrobię zdjęciowo. Brak mojej aktywności na blogu wiązał się z brakiem czasu, a co za tym idzie, z tego okresu nie mam również prawie żadnych zdjęć. Te z tego posta pochodzą wszystkie z dnia wczorajszego. 
Jesteśmy z Małym Człowiekiem u drugiej Babci i staramy się jak najbardziej skorzystać z pięknej, letniej pogody, zatem praktycznie non stop przebywamy na zewnątrz. Nawet posiłki Malucha konsumowane są na werandzie :)

Nim zaproszę Was do oglądania zdjęć, uprzedzę tylko, że marny ze mnie fotograf, a zachciało mi się "artystycznych kadrów" ;) Zatem enjoy!





A dziś? Botwinka z ziemniaczkami (o której pisałam już na fb - o fuj... a tak lubię :( ) i góra fasolki szparagowej, którą trzeba było zebrać i obrać. Część ugotowana i czeka na zjedzenie, a część pewnie do mrożenia, tylko ciekawa jestem, jak to zrobić, żeby później była tak dobra, jak prosto z pola, tudzież, jak ze sklepowych mrożonek. Jakieś pomysły?

Pozdrawiamy :)


wtorek, 15 lipca 2014

Śniadania i kolacje

Miało być zdjęciowo, ale wcześniej kilka słów o jedzeniu. Był czas, kiedy Mały Człowiek miał stałe pory posiłków i w miarę zaplanowane menu. Rano i wieczorem kaszka ryżowa, na drugie śniadanie sinlac, jakaś zupka na obiadek i owocki na deser. Od pewnego czasu nastąpiła zmiana. Wprawdzie obiadek i owoce wciąż w modzie, za to kaszki są już passe. Przez pewien czas na śniadania i kolacje Bobo jadło kanapeczki. Z pasztetem, z dżemikiem lub po prostu z masełkiem + butla mleka, jednak ostatnio i to Małemu Człowiekowi nie odpowiada. 
Próbowałam podawać kaszkę mannę z owocami, płatki ryżowe z owocami, same owoce, jajecznicę i parówkę. Z wymienionej listy podpasowała jedynie parówka, której jednak ja zbytnio nie chcę podawać, bo składy przyprawiają o ból głowy. Czasem Ziarenko zajada się też owocami, ale to zależy od dnia, a po drugie - same owoce, to jednak mało treściwe śniadanie. Pozostałe pozycje najczęściej tylko degustuje i po kilku łyżeczkach odmawia współpracy zaciskając usta lub biorąc do buzi, a później widowiskowo plując na wszystkie strony. O ile kolację jakoś jeszcze przebolewam, bo w łóżeczku zawsze z chęcią pije jedną-dwie butle  mleka (mleko tylko w łóżeczku do spania i już!), tak poranki mnie przerażają. Dlaczego? Po śniadaniu Mały Człowiek potrafi zasnąć jeszcze przed 10.00 i spać nawet do 12.00. Jej rekordem była 14.00. 
Wtedy wstaje i od razu je obiadek. Z tym najczęściej nie ma problemu. Najchętniej je to, co pozostali domownicy i to z ich talerzy. Z tego powodu zaprzestaliśmy w gotowaniu dodawania wszelakich kostek rosołowych, mniej doprawiamy, a ja muszę gotować dla malucha osobno prawie wyłącznie wtedy, gdy "dorosłym" obiadem jest pieczarkowa, ogórkowa, etc. Zaznaczę też, że Ziarenko je nasze obiadki bez żadnego zgniatania. Papki są ble... Lepsze są pokrojone w kosteczkę warzywa, czy makaron w sporych kawałkach. Tylko mięso trzeba wręcz szatkować, bo mimo swoich czterech ząbków, nawet nie próbuje mięska pogryźć, niezależnie od wielkości czy twardości.

Jak u was wygląda kwestia śniadań i kolacji? Macie jakieś rady, co mogłabym przyrządzić, mając szansę na to, iż zostanie to zjedzone, a nie rozbryzgane po całej kuchni?

Pozdrawiam słonecznie :)

sobota, 12 lipca 2014

Mam 10,5 miesiąca i potrafię...

Gdy myślę o swojej blogowej aktywności ostatnio, to do głowy przychodzą mi słowa piosenki:
"Pojawia się i znika, i znika...". Mało mnie tu. Wchodzę na bloga i myślę, że w końcu wszystko nadrobię, ale zaraz uznaję, że jednak poświęcanie czasu Małemu Człowiekowi jest priorytetem. Jak Bąbelek śpi, to z kolei pełną parą rusza klasyczna aktywność domowa - pranie, prasowanie, gotowanie, sprzątanie... i tan na okrągło.
Chciałam nadrabiać stopniowo, ale jeśli się nic nie zmieni, to nie wyrobiłabym się aż do roczku więc lecimy hurtowo ;)

Mam 10,5 msc
Ważę 9kg
Noszę ubranka w rozmiarze 74
Co potrafię?
  • sama siadam i wstaję
  • raczkuję
  • wchodzę po schodach
  • potrafię chwilę stać bez trzymania
  • chodzę przy meblach, trzymana za rączki, czasem tylko za jedną 
  • wskazuję ręką na pożądany przedmiot lub kierunek i mówię 'da'
  • pokazuję jaka duża urosnę i robię papa
  • szukam przedmiotu o który mamusia prosi i go jej podaję (lub tylko chwalę się, że go znalazłam ;) )
  • mówię 'mama' i 'tata'
  • jem sama (rączkami) kanapeczki, owoce i warzywa
To takie główne umiejętności. Jako mama jestem strasznie z Małego Człowieka dumna. Uważam, że jest zdolna i bardzo szybko chwyta nowe umiejętności choć ze mnie kiepska nauczycielka ;)

Znacie już osiągnięcia Maluszka, następnym razem nadrobię zdjęciowo :)

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Po nieobecności kilka słów o karmieniu

Odzywam się trochę nieśmiało po długiej nieobecności. Cisza ta wynikała przede wszystkim z matki obowiązkami związanymi z sesją, czyli nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Czas który zostawał poświęcałam Małemu Człowiekowi i na internety już nie było miejsca w planie dnia. Teraz wróciłyśmy do domu wraz z Małym Człowiekiem i liczę na to, że teraz będzie trochu więcej wolnego, choć grafik i tak dość napięty ;) Nadrobienie zaległości odbywać się będzie stopniowo, jak sądzę. Za to teraz kilka słów o mleku matki, a raczej o karmieniu piersią.
Będąc jeszcze w ciąży mocno byłam nastawiona na karmienie piersią i nawet nie wyobrażałam sobie, że mogłoby być inaczej. Po porodzie, mimo cesarskiego cięcia, wszystko wskazywało na to, że nie będzie z tym najmniejszego kłopotu. Pozornie bezproblemowo było. Tylko Urwis dość często popłakiwał w czasie karmienia. Przestał przybierać na wadze już w drugim miesiącu życia i trwało to przez dobry miesiąc, póki nie zaczęliśmy Małego Człowieka dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Jak to zwykle bywa, stopniowo posiłków z butelki było coraz więcej, mimo że walczyłam dzielnie. No ale w końcu zaczęło się przybieranie na wadze, a płacz w czasie jedzenia był rzadszy bo tylko przy piersi... Mniej więcej w styczniu na dobre skończyło się jedzenie mleczka mamusi. Początkowo czułam olbrzymi smutek i miałam wielkie poczucie winy. Przecież mleko matki jest najlepsze. Jak kobiecie nie uda się karmić piersią to na pewno za mało się starała, jak dziecko nie chce ssać, to trzeba je przegłodzić, żeby później się najadało, jak matkę boli to ma zęby zaciskać i cierpieć bo tak trzeba, itp itd. Takie myśli mnie męczyły dość długo, a potem przycichło. 
Temat wrócił niespodziewanie kilka dni temu. W mojej głowie pojawiła się zupełnie inna myśl. Przy naszym stylu życia i częstych całodniowych rozłąkach karmienie piersią byłoby co najmniej sporym utrudnieniem. Jak dziś pamiętam nieprzyjemne chwile związane z odciąganiem mleka w uczelnianej toalecie, a później noszenie mleka i całej 'aparatury' z torebce i tak już załadowanej książkami. Pamiętam też dylematy w czasie wykładów - czy zdołam wytrzymać do przerwy bez odciągania mleka i czy przerwę między wykładami poświęcić na to, by zjeść jakiś obiad czy na dłuższy pobyt w toalecie. Te refleksje i spojrzenie z perspektywy czasu spowodowały iż uznałam, że tak właśnie miało być. W tym scenariuszu obie jesteśmy szczęśliwe, a to chyba najważniejsze.

Dla mnie wniosek jest jeden. Mimo, iż dla dziecka najlepszym pokarmem jest mleko matki, to nie można się dać zwariować.


środa, 21 maja 2014

Byle do przodu!

Mały Człowiek już niedługo skończy dziewięć miesięcy. Początkowo brak jakiejkolwiek mobilności, później pojawiły się pierwsze obroty na brzuszek (ave vojta!). Następne w kolejce było pełzanie w tył, które teraz wychodzi jej już zawodowo. Tu początki:


Ostatnie kilka dni to rewolucja. Pierwsze zaskoczenie to obroty z brzuszka na plecy. Wyczekane, że aż strach. Ich brak był przyczyną licznych wątpliwości pt. czy aby nie za wcześnie zrezygnowaliśmy z rehabilitacji. Największą niespodziankę Bąbel sprawił wraz z początkiem tego tygodnia. Po prostu wstała rano i sprawiła, że już lubię poniedziałki. Nie mogła dosięgnąć kabla, zatem po prostu do niego podeszła (na czworakach oczywiście). Odkrycie, że do przodu też można się przemieszczać utkwiło jej w głowie na dobre i często teraz z tej formy korzysta, mimo że do tyłu wciąż jest znacznie szybciej ;)


wtorek, 20 maja 2014

Mały urwis

Mały Człowiek to niezły łobuziak. Jeszcze nie chodzi, a nawet nie raczkuje, a już psoci. Przesuwa się w większości do tyłu, a dostanie się wszędzie. Gorzej z ewakuacją, ale to przecież zawsze można liczyć na pomoc mamy. Taka sytuacja ;)